Przejdź do głównej zawartości

Posty

Bambino na giro, czyli bobas na wycieczce

Cześć!

Ostatnio mogliście przeczytać, jak wyglądał mój wyjazd do Włoch w czasach "sprzed dziecka". Jeśli nie czytaliście, link macie tutaj :) Dziś zapraszam Was do lektury tekstu o naszej wyprawie do słonecznej Italii, z niemowlakiem na pokładzie.


LOTNISKO I LOT

Godzinę przed lotem pojawiliśmy się na lotnisku we Wrocławiu. Chcieliśmy na spokojnie rozeznać się z tematem wózka itp. Niemowlęciu, do skończenia dwóch lat, które podróżuje na kolanach rodzica, przysługują liczne udogodnienia. Po pierwsze, można zabrać dwa, wielkogabarytowe akcesoria. U nas był to wózek (rozkładany na dwie części, ale liczył się jako jedna) i fotelik samochodowy. Jak widać na zdjęciach, Helena do wielkich bobasów nie należy, więc podróżuje jeszcze w foteliku do 13 kg. My wybraliśmy takie rozwiązanie, choć podobno jest możliwość, by dziecko leciało w foteliku, jednak musi mieć wykupione osobne miejsce, a i fotelik powinien być odpowiednio przystosowany. Nie da się też tego zaznaczyć podczas tradycyjn…
Najnowsze posty

Buongiorno Principessa

Cześć!

Dziś w poszukiwaniu słońca wyruszymy do słonecznej Italii. Tam kolejna odsłona taniego podróżowania.



Ostatnio podzieliłam się z Wami moimi wrażeniami z wycieczki do Paryża. Dziś chcę Was zabrać w nieco inne rejony, a mianowicie do słonecznej Italii. Cała historia miała miejsce cztery lata temu. Jak to zazwyczaj bywa, pomysł zrodził się bardzo spontanicznie. Szukałam czegoś dla siebie i przyjaciółki, tak wpadła mi w oko strona Eurocamp-ów. Kocham Włochy, więc kierunek nie podlegał dyskusji. Trzeba było wybrać tylko konkretną lokalizację. Okolice jeziora Garda interesowały mnie już od jakiegoś czasu. Wybór padł camping del Garda, położony w malowniczej miejscowości Peschiera del Garda. Zależało mi, aby miejscówka była dobrze skomunikowana, zarówno z lotniskiem, jak i ciekawymi atrakcjami. Co było niezmiernie ważne z perspektywy dwóch niezmotoryzowanych - wtedy, kobiet. Peschiera del Garda znajduje się na samym brzegu jeziora, ma bezpośrednie połączenia z Bergamo, gdzie lądowaliśm…

Pan Młody Jęczmień

Cześć!

Weekend majowy stał się już tylko mglistym wspomnieniem, a jednak jego skutki odczuwam nadal. Wiadomo jak jest na tych majówkach. Toż to istne święto grilla :) Od nadmiaru kiełbasy, kaszanki i karkówki, boli nie tylko głowa, ale i brzuch. Jak sobie z tym fantem poradzić? Najłatwiej byłoby nie jeść nic. Pić przez kilka dni, te dziwne soczki, co to cuda podobno działają. Nie wiem, nie próbowałam i nie zamierzam, bo ponoć kosztują siedem stówek, więc efekt odchudzający, przynajmniej portfel, jest z pewnością ogromny, bo już nie zostaje na normalne jedzenie ;)
Ja dlatego pójdę w nieco innym kierunku i z daleka tym soczkom pomacham. Jak dla mnie, to póki co, nie ma lepszej diety niż mż, czyli w wolnym tłumaczeniu mniej żryj :) Po takiej ilości przetworzonej i niezdrowej żywności, jaką pochłonęłam podczas tej majówki, mam ochotę wyć do księżyca i prosić mój organizm o wybaczenie. Ale stało się. Trzeba teraz jakoś to odkręcić.


Majówkowe grzeszki

A teraz sprawa najważniejsza, czyli wag…

Legenda o Helenie

Cześć!

Ostatnio w telewizji śniadaniowej poruszany był temat snu niemowlaka i małego dziecka. Padło tam stwierdzenie, że "krążą legendy o kilkutygodniowych bobasach, które przesypiają 6 godzin lub więcej". Poczułam się tym stwierdzeniem wyróżniona, bo okazało się, że jestem mamą legendarnego dziecka.


PIERWSZE MIESIĄCE

Helena od początku była dla nas wyrozumiała. Po porodzie spała pięć godzin, co położne zrzucały na poczet porodowego zmęczenia. W pierwszych tygodniach życia, nie dała nam w ogóle popalić. Śmialiśmy się, że to dziecko dla początkujących. W naszym łóżku spędziła pierwszy miesiąc. Potem przeprowadziła się do własnego pokoju. Początkowo budziła się w nocy dwukrotnie. Z zegarkiem w ręku, o pierwszej i czwartej nad ranem. Gdy skończyła dwa miesiące, karmiłam ją już tylko raz. Sama musiałam pilnować godzin karmienia, bo śpiąca królewna nie raczyła się nawet obudzić. Nastawiałam, więc budzik na trzecią, wyciągałam ją z łóżeczka, przystawiałam na śpiocha do piersi i od…

A za tamtych czasów...

Cześć!

Weekend majowy już za pasem. Większość z nas ruszy w drogę, by odpocząć te kilka dni gdzieś w lesie, nad jeziorem, morzem, czy tez w górach. Zapakujemy auta po dach i pojedziemy w siną dal. W czasach, roboczo nazywanych "przed dzieckiem", decyzje o wyjeździe gdziekolwiek, były podejmowane w ułamku sekundy. Teraz, żeby gdzieś pojechać, plan podroży musi zostać przedstawiony i zaakceptowany na dużo wcześniej. Kto mi powie, że dziecko nic nie zmienia? Oto kilka, podstawowych różnic, jeśli chodzi o podróżowanie po Polsce z dzieckiem i bez.


1. WYBÓR MIEJSCA

W czasach, gdy oboje byliśmy piękni i młodzi, do szczęścia wystarczał nam jedynie namiot, bądź, co też miało miejsce, koc na pomoście i niebo pełne gwiazd :) Teraz głównym kryterium podczas wyboru miejsca wakacyjnego, jest rodzaj zakwaterowania. Nie mam na myśli żadnych luksusów, ale jakaś podstawa, w postaci łóżek, wyposażonej kuchni i łazienki, musi być.

2. PAKOWANIE

Pamiętacie te lata, kiedy na tydzień można się było…

Trudne powroty

Cześć!

Kilkanaście dni temu, Helena stała się pełnoprawnym roczniakiem, a co za tym idzie, dobiegł końca mój macierzyński, nie wiem z jakiej racji nazwany urlopem. Musicie wiedzieć, że gdy byłam w ciąży, dość szybko wylądowałam na zwolnieniu lekarskim z przyczyn zdrowotnych. Nagromadziłam więc sporo wolnych dni, które teraz muszę wykorzystać, przez co mój wielki powrót przesunął się w czasie. Nie zmienia do faktu, że zbliża się nieubłaganie, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej, przepełnia niepokojem. Ogólnie jestem nastawiona bardzo pozytywnie do tej kwestii. Nie wiem czy w tym momencie, nie narażę się innym mamuśkom, przyznając się do czynu wręcz haniebnego. Ja wręcz tęsknię za towarzystwem ludzi, którzy słuchają czegoś innego niż "Klub Mamy Gąski" :).

Nie chcę marudzić, ani narzekać. Samo założenie rocznego urlopu macierzyńskiego jest, jak dla mnie rewelacyjne. Nie wyobrażam sobie zawieść do żłobka czteromiesięcznego bajtla. Biję się w pierś, ale tak, Helena (uwaga…

Bonjour Paris

Cześć!

Dziś chciałabym Was zabrać w podróż do stolicy Francji, gdzie pokażę mój sposób na tanie i ciekawe podróżowanie.

Jak wiecie, u nas ostatnio cały czas coś się dzieje. O jakimkolwiek wypoczynku możemy sobie na razie pomarzyć. Aby nieco sobie przybliżyć wakacyjny klimat, dziś zajmiemy się podróżowaniem. Jest to specjalne życzenie mojej serdecznej koleżanki, która stwierdziła, że muszę o tym napisać (Aguś, wielki buziak dla Ciebie). Jak mus to mus :) Nie jesteśmy jakimiś wybitnymi globtrotterami. Radek, z racji studiów w kierunku turystyki, miał okazje podróżować i zobaczyć co nieco. Ja zdecydowanie jestem daleko, ale to daleko w tyle. Jednak kiedy już gdzieś wyjeżdżamy, staramy się, aby nie zrujnowało to całego, domowego budżetu. Zgodnie z zasadą , częściej, a mniej.

Zazwyczaj szukamy też alternatywnych rodzajów zakwaterowania. Jakoś nie widzę się w całym tym hotelowym otoczeniu. Poza tym po prostu nie lubię przepłacać. Tak było w przypadku naszej wycieczki do Paryża. Miała to być…

Jak Radek wpadł w sidła nałogu

Cześć !

Dziś będzie o temacie dość trudnym. Cała historia miała swój początek, jakiś rok temu. Zaczęło się dość niewinnie. Spróbowaliśmy najpierw oboje. Mi znudziło się szybko, lecz Radka entuzjazm nie słabł. Początkowo robił to raz dziennie, lecz z czasem częstotliwość wzrosła. Teraz przed jakąś większą gościną potrafi dochodzić do tych incydentów nawet kilka razy w ciągu dnia. Podejrzeń nabrałam dopiero, gdy zaczął znikać wieczorami. Zamykał się w czeluściach kuchni i wracał ubrudzony jakimś białym proszkiem. Próbowałam z nim rozmawiać, jednak ona ma swoje argumenty. Mówi, że lepiej się dzięki temu czuje, ma więcej energii, a i waga samowolnie spada. Wtedy do mnie dotarło, że Radek wpadł w sidła nałogu. Muszę to głośno powiedzieć... Radek jest uzależniony od pieczenia domowego chleba.



Wszystko zaczęło się, gdy byłam jeszcze słonio-ludziem (czytaj : pod koniec ciąży). Dopadło mnie wicie gniazda, więc większość czasu spędzałam przed laptopem, ewentualnie w lodówce. Choć mieściła się t…

Coś dla łakomczuchów

Cześć!

Po Świętach, kiedy to na stołach królują rożnego rodzaju słodkości, mam wrażenie, że mój organizm przechodzi jakiś zespół odstawienia. Nie lubię się męczyć, więc odstawiam słodycze stopniowo :) Czasami, aż mnie skręca, żeby przekąsić coś dobrego, a co najważniejsze - słodkiego. Moja silna wola jest z reguły, bardzo słabiutką istotą, dlatego często ulegam pokusom. Czy jest jakiś rozsądny sposób, aby zaspokoić apetyt, nie narażając się na konieczność wymiany garderoby na rozmiar większy? Muszę Wam powiedzieć, że jest, do tego bardzo prosty, szybki i smaczny. Dzisiaj się zajmiemy przygotowaniem domowej nutelli, co ciekawe, bez grama złego cukru. Przepis jest banalnie prosty, nie wymaga wielu składników, dlatego też wstęp jest tak długi, żeby jakoś to na blogu wyglądało :)

Do przygotowania naszej nutelli, potrzebujemy :
- awokado - sztuka
- 2 dojrzałe banany
- 2 łyżki kakao
- dla wyjątkowych łasuchów i dodatkowej słodyczy - miód

Wszystkie składniki wrzucamy do miseczki i blendujemy…

Wielka zagadka rozwiązana

Cześć!

Odkąd sięgam pamięcią, uaktywniał się w okolicach wszelkiego rodzaju świąt i uroczystości rodzinnych. Objawy dawał rozmaite i dość ogólne, przez co ciężko było go zdiagnozować. Im ważniejsza okoliczność, tym symptomy były silniejsze i bardziej dokuczliwe. Zazwyczaj były to lekkie zawroty głowy, ciemne mroczki przed oczami, tu i ówdzie pojawiał się ból mięśni, jak po jednorazowej wizycie na siłowni, a do tego ciągłe, przewlekłe rozdrażnienie, zmieniające zwykłego człowieka w istną burzę gradową. Dlatego przez lata podejrzewałam się o jakiś defekt mózgu, albo chociaż brak istotnej klepki. Jednak okazało się, że jest nie tylko bardzo zaraźliwy, ale, co najciekawsze, przybiera na sile, jeśli w jednym pomieszczeniu znajdzie się kilku nosicieli. Ogólnie nie wymaga leczenia, zazwyczaj ustępuje samoistnie wraz z końcem okresu świątecznego.

"Cóż to za dziwna choroba?" zapytają niektórzy. "Mam podobne objawy" powiedzą inny. "Jakbym widziała siebie" pomyśli n…